Wczoraj pomalowałam sobie paznokcie u rąk. Banalna rzecz... ale udało mi się to pierwszy raz od narodzin Młodej. A i wcześniej, w ciąży moje palce dawno nie widziały żadnego lakieru. Patrzę na czerwony kolor i jestem zadowolona chyba jak nigdy z tego. Nieważne, że lakier mam nie tylko na płytkach paznokci ale i obok nich i na opuszkach palców. Od razu czuję się bardziej zadbana i bardziej kobieca. Drobiazg, a jak cieszy.
A zatem chyba nie jest tak źle ze mną - skoro z niespełna dwu-i pół miesięcznym dzieckiem jestem w stanie pomalować paznokcie. To chyba pierwsza taka chwila, kiedy mogłam oddać się takiemu "zbędnemu" zajęciu. Jak do tej pory cieszyłam się, jak mi się udało wykapać, zjeść obiad albo posprzątać - to były osiągnięcia. Biorąc więc pod uwagę wczorajszy "wyczyn" zaczynam z coraz większym optymizmem patrzeć na kolejne dni spędzone z Młodą w domu. Będzie dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz